"Felisberto, zawsze będę Cie kochał" - tymi słowami Julio Cortazar kończy swój list-esej do Felisberta Hernandeza. Gabriel Garcia Marquez stwierdził, że nie byłby takim pisarzem jakim jest, gdyby nie przeczytał opowiadań Urugwajczyka.
A kim właściwie jest Felisberto Hernandez? Jest nie tylko jednym z najwybitniejszych prozaików Ameryki Południowej, ojcem realizmu magicznego, ale również osobą wyjątkową pod wieloma wzgledami.
Po pierwsze: bardzo popularnemu nazwisku towarzyszy bardzo oryginalne imię.
Po drugie: przez większą część życia zajmował się muzyką poważniej niż pisaniem.
Po trzecie: proza Felisberta stoi jakby w opozycji do tradycji literackiej i szeroko pojętych gustów/nawyków czytelników. Twórczość Hernandeza określana jest mianem opowiadania. Dla tych, którzy w miarę swobodnie poruszają się na gruncie teorii literatury, opowiadanie jest takim gatunkiem, w którym istotna jest wyraźna konstrukcja fabuły, przejrzystość, efekt finalny oraz ekonomiczny dobór słów i środków artystycznych. Jednak opowiadania Felisberta nie posiadają konstrukcji, puent, a często nawet wyraźnej fabuły. Proza Urugwajczyka przypomina ciąg obrazów, myśli i spostrzeżeń. Bardziej chodzi tutaj o pewien zestaw wrażeń estetycznych niż zaskoczenie czytelnika ostatnim akapitem opowiadania. Felisberto nie chce, jak pisze Tomasz Pindel, żeby jego czytelnik podskoczył z wrażenia, dopiero kończąc ostatnie zdanie - ma podskakiwać przez cały czas.
Hernandez zwraca uwagę na nietypowe momenty, obdarzając je wręcz obsesyjnym uczuciem. Są to szczególne momenty, ponieważ poprzedzają one świadome poznanie, wejście w dorosłość kiedy to rozum zaczyna kontrolować emocje. Istotny jest, na przykład, niewyjaśnony smutek, który pojawia się po wyrzuceniu skórki od banana na pole zielonej lucerny.
Jest wierny swoim obsesjom. Sam o sobie powiedział kiedyś, że jego specjalnością jest pisanie o tym, czego nie wie, ponieważ nie powinno się pisać tylko o tym, co się wie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz